Życie.
2011-12-07
Długo mnie tu nie było...
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad rzeczami, które pewnie już nie długo, za kilka lat staną się rzeczywistością... Ślub, rodzina, dzieci, praca... Dorosłe życie... Zaczęłam myśleć, jak to będzie kiedy się pobierzemy, zamieszkam u niego, będe dzielić z nim każdy pokój, kuchnię, łazienkę, łóżko... Jak długo będe szła na kompromis ze swoimi przyzwyczajeniami, rytułałami... Jak długo On będzie schodził mi z drogi, a ja jemu kiedy będziemy potrzebowali dystansu...? Czuje się jak mała dziewczynka, zagubiona pośród tych wszystkich rzeczy. Czuje, że mogę nie dać rady. Że to wszystko mnie przerośnie, i któregoś dnia nie wytrzymam. Kochamy się, ale jesteśmy tylko ludźmi... Ludźmi z różnych rodzin, z różnymi problemami, przyzwyczajeniami... Nie mogę tego ogarnąć. Może rzeczywiście tylko wydawało mi się, że potrafię być dojrzała, dorosła, trzeźwo myśląca. A tak naprawdę czuję się zagubiona i przytłumiona światem, który kiedyś będzie dla mnie codziennością. Nie mogę sobie wyobraźić, że budzę się w nie swoim domu, łóżku, pokoju. Że rano nie żartuję z mamą, przekomarzam z tatą. I chociaż jak każda rodzina, moja też ma wiele do życzenia, to nie wyobrażam sobie odcięcia od tego życia. Na razie to za trudne dla mnie. Nie mówię nic Piotrkowi, bo wiem, że upewniłabym go tylko w tym, że jeszcze za wcześnie na małżeństwo - przynjamniej dla mnie. A strasznie nie chcę żeby tak było, bo to z mojej inicjatywy (spokojnie, nie naciskania) wychodzi wspólne życie. Jestem młoda, i myślałam, że to wszystko przyjdzie naturalnie, zaakceptuje to bez żadnych problemów. Ale chyba się przeliczyłam... Kocham Go, chcę się przy nim zestarzeć... Ale czy są to głupie wizję naiwnej, nie znającej życia 20-latki, która powinna posłuchać dojrzalszych i starszych od siebie niż swojego serca?
Za dużo pytań bez odpowiedzi...
jestem
2011-08-30
Kochani moi, 4 tygodnie praktyk minęło jak kijem machnął... W czwartek zaczynam drugi, ostatni rok szkolny. Jestem bardzo zadowolona z praktyk, wstaje rano, i nie żałuję, że wstałam. Wręcz przeciwnie - jestem uśmiechnięta i szczęśliwa, że pracuje i mam zajęcie. Może odnalazłam swoje życiowe powołanie? Nie wiem, mam jeszcze czas żeby je odnaleźć, a jeśli się to już stało, to jestem szczęśliwa.
Z mojego życia prywatnego też jestem bardzo zadowolona... od ostatniej notki jest coraz lepiej... Czuje, że żyję. Są jeszcze moje, inne problemy, które nie dają mi spokoju, ale są te dobre rzeczy i chwile, które wynagradzają mi wszystko.
Żeby nie zapeszyć - jestem szczęśliwa:)
My best!!!!
2011-08-04
JEST PIĘKNIE! Jest tak jak sobie wymarzyłam... zaczynamy palnować wspólną przyszłość, przekonujemy się, że będziemy wspólnie dzielić przyszłość. Lepiej nie za dużo planować, ale z tego co mogę wyciskam ile się da:). Nie wiem jak nam ze sobą będzie...kiedyś w przyszłej przyszłości. Ale będe starać się żeby było to i moją, i jego najpiękniejszą rzeczą w życiu:).
A od poniedziałku idę na praktyki...bo ja proszę państwa szkole się na kosmetyczkę:p. Wszystkie te manicure, pedicure, wosk, regulacja brwi, czyszczenie - nie jest mi obce:D. Zatem wszem i wobec ogłaszam, że sezon depilacyjny rozpoczynam w poniedziałek:D.
Pzdr.
Mój facet się we mnie zakochuje!
2011-07-25
Od przyjazdu znad morza widzę, jak mój chłopak patrzy na mnie z czułością, jak mnie przytula w gronie znajomych, jak całuje bez mojej prośby, jak martwi się i przeżywa ze mną gdy coś nie idzie tak jak trzeba, jak częściej prawi mi komplementy. Dostrzegam takie gesty, i jestem cholernie szczęśliwa! Trochę musiało minąć, ale cierpliwość się opłacała, bo nagroda za nią jest o wiele lepsza, niż bym na samym początku usłyszała na swój temat: "jaka to ja jesterm wspaniała!". I chodź moja wrażliwa duszyczka długo się do tego przyzwyczajała, to uporałam się, dałam radę. Teraz zostało mi zbieranie owoców za tą cierpliwość, wytrwałość i wytrzymałość:). Myślę, że teraz może być już tylko lepiej...obym tylko nie wypowiedziała tego zdania w złą godzinę...
.....
2011-07-11
Wróciliśmy z nad morza, pogoda była taka akurat, jeśli ktoś nie lubi upałów. Pomimo pary, która działała nam na nerwy, wszystko było wporządku. Może nawet więcej niż wporządku. Zdarzyło się kilka rozmów między mną a Piotrkiem, które wiele mi uzmysłowiły. Nie mówi mi, że mnie kocha, ale kocha, bo: "Przez czyny mnie poznacie". Widzę jego zaangażowanie, a przez pobyt nad morzem zobaczyłam kilka innych ważnych dla mnie rzeczy.
Ostatnio się dowiedziałam, że moja koleżanka zdradziła swojego chłopaka, dwa razy. Mówiła, że był idealny, ale co ją popchnęło do zdrady? Sama nie wie. Poprostu stało się. Za pierwszym razem miała wyrzuty sumienia, powiedziała mu, wybaczył jej. Co ją pchnęło do drugiego razu? Też nie wie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że powiedziała mu to wszystko po pijaku i przy całej jego rodzinie. Nie wie co ma robić itd. Dało mi to wszystko do myślenia, może to dobrze że nie mam takiego ideału, który mówi że mnie kocha, który mówi o ślubie, wspólnej przyszłości itp itd.
Brak zdecydowania.
2011-06-20
Coraz bardziej się pogrążam myśląc o tym wszystkim...wykończę się.
Jak wymusić na sobie wolę czekania, wolę cierpliwości, wolę kochania? Jak mam zmienić siebie żeby nie myśleć, nie analizować, nie przeżywać? Poprostu czekać na to, co ma być.
W jaki sposób zmienić sposób myślenia? Być bardziej asertywną? Obrażalską? Stanowczą?
Jak to wszystko osiągnąć, kiedy mi tak bardzo zależy? Kiedy czuję, że nie potrafię bez niego żyć, jednocześnie paradoksalnie odczuwam, że oddalam się od niego, widząc brak zaangażowania...
Wiem, że do wszystkiego potrzebny jest czas, i moja cierpliwość. A może to poprostu brak dojrzałośći emocjonalnej? Może to ta właśnie różnica wieku? Wiedziałam, ze będę musiała wiele znieść i wielu rzeczy się wyrzec... Ale czego mam się wyrzec żeby było to odpowiednie dla nas obojga?
Może jakieś propozycje?
./././.
2011-06-13
Po tak długiej przerwie mam tysiące słów do przekazania, ale nie potrafię ich sklecić w jedną spójną całość, żeby przekazać to co czuję.
Bo nie wiem co czuję dokładnie.
Jesteśmy razem 15 miesięcy, a jak dotąd żadnej deklaracji. A za to przerażające mnie koszmary...Piotrek mówiący mi, że możemy zostać przyjaciółmi, brak jakiegokolwiek zdecydowania. I boję się, że mogłoby tak być. A ja nie potrafię bez niego żyć...
Z pewnścią gdybym teraz zerwała nawet by nie walczył o mnie. Spuścił by głowę i puścił mnie wolno. I to poczuce bardzo mnie boli, że może nie jestem dla niego aż tak ważna. Nie daje mi odczuć, że jestem dla niego najważniejsza. Nie daje mi odczuć, że mnie kocha i zrobiłby dla mnie wszystko. Rozmawialiśmy jakiś czas temu o tym...powiedziałam mu, żeby szanował mnie i moje uczucia, żeby nie zachowywał się jak egoista. I na tym rozmowa się skończyła. Poczekam. Moja cierpliwość też ma swoje granice. Moja psychika też...
Chciałabym...
2011-04-10
Chciałabym powiedzieć, że ta moja miłość, moje szczęście obecne było najpiękniejszą rzeczą jaka mogła mi się przydarzyć.
Chciałabym nie żałować tego wszystkiego co teraz przeżywam.
Chciałabym móc za kilka lat powiedzieć, że to co mnie spotkało było zaplanowane tam na górze, a więc jest dobre.
Chciałabym umieć Kochać Piotrka tak mocno i tak szczerze jak teraz.
Chciałabym nigdy nie żałować wyborów jakich dokonałam lub dokonam.
Bóg nas ze sobą połączył, i niech Bóg czuwa nad tymi wszyskimi "chciałabym".
Dlaczego życie musi być takie ciężkie i niezrozumiałe?
Poker...to najlepsze okeślenie życia. Do tej pory nie rozumiem jak gra się w pokera. Może dlatego nie wychodzi mi rozumienie życia.
Może czas zacząć grać...tylko w co? Poker czy życie?
happy
2011-04-04
Rozmawiałam ostatnio z Amelką, spojrzałam na pewne sprawy troszkę inaczej. Po raz pierwszy poczułam, że jestem szczęśliwa - ale tak naprawdę szczęśliwa. Piotrek wrócił do pracy, trochę odpoczniemy od siebie, nabierzemy dystansu do pewnych spraw, może trochę zatęsknimy za sobą - albo poprostu za jakiś czas zacznę narzekać, żę się nie spotykamy i strasznie tęsknię:p. Nie wiem. Zobaczymy. Ale już dziś czuję, że może nam to wyjść na dobre. Ja się zajmę szkołą, on pracą. A może właśnie takiej przerwy nam trzeba. Żeby zobaczyć wszystko z innej perspektywy, spróbować pobyć każde z samym sobą. A może poprostu liczę, na to że w końcu Piotrek zrozumie i zobaczy jaka jestem dla niego ważna i jak bardzo mnie...kocha? Się zobaczy...
...
2011-03-25
Zaczęłam ostatnimi czasy odczuwać strach o mój związek...Piotrek nie mówi mi co czuję, widzę jego troskę, odpowiedzialność, opiekuńczość...ale nie słyszę tego Kocham Cię. Chociaż ostatnio(nie wiem czy to liczyć, bo ukochany był po drinku) powiedział mi, że nie wie kiedy się przede mną otworzy, że zdaje sobie sprawę, że nie każda kobieta by to wytrzymała, dlatego jestem taka cudowna. Podobno po alkoholu od facetów można wyciągnąć samą prawdę - czy to prawda? Nie wiem. Boję się o siebie: że przestanie mi zależeć, że uduszę się pod wpływem swoich uczuć... Jeszcze dwa lata temu byłam bardzo spragniona tego żeby ktoś pokochał mnie taką jaką jestem...Zadaje sobie teraz pytanie: czy byłam aż tak spragniona miłości, że przelałam uczucia na pierwszą osobę, która okazała mi trochę akceptacji, opiekuńczości, wyrozumiałości? Boję się, że tak właśnie może być, chociaż nie wyobrażam sobie teraz życia bez Piotrka...Amelka, pomóż.
|